![]() ![]() ![]() |
||
![]() DLA TAXI ![]() 1 2 3 4 5 6 ![]() Orange PlusGSM EraGSM ![]() sklepy monopolowe
|
wroclawianie.info > teksty A taki ładny był, amerykański, czyli wielka ściema We Wrocławiu w najbliższą sobotę o godz. 19 miała się odbyć wiekopomna gala kick-boxingu "Best of the Best III" z walkami o mistrzostwo świata, o które miało postarać się m.in. trzech Dolnoślązaków. W ostatniej chwili impreza została zerwana przez jednego, według mnie, niepoważnego i nieodpowiedzialnego organizatora. Chciałbym więc Państwu przedstawić kulisy działania pana Andy Sołtysika (koniecznie "Andy"), owego amerykańskiego "promotora" kick-boxingu o polskich korzeniach. Bo to jest scenariusz na niezły film. Nikodem Dyzma się chowa. O facecie, jako wrocławski dziennikarz, usłyszałem w 2005 roku od mojego przyjaciela multichampiona sztuk walki Mariusza Cieślińskiego. Andy zaprosił Cieślińskiego do Nowego Jorku na galę "Best of the Best I" , gdzie ten na punkty pokonał Taja Bunkerda i został mistrzem boksu tajskiego. Ja już wtedy przypuszczałem, że Andy był tylko współorganizatorem owej gali. Ale rok później doszło do w Warszawie do imprezy pn. "Best of the Best II" na Torwarze. Podczas tego spotkania słynny Roufus (rywal Marka Piotrowskiego), tyle że już 40-letni, przegrał z naszym Marcinem Różalskim. O profesjonalizmie organizatorów świadczy fakt, że w hali mieszczącej siedem tysięcy widzów, zasiadło ich ponoć ok. 500. Okazało się bowiem, że w tym czasie po drugiej stronie ulicy (Łazienkowskiej) piłkarska Legia gra jakiś bardzo ważny mecz. I to tam poszli stołeczni kibice. Co więcej, tuż przed imprezą, pan Sołtysik podszedł w szatni do Rafała Petertila i zażądał, żeby ten zawalczył z Francuzem ... za połowę umówionej stawki. Słynny Rafał "Waleczne Serce" oczywiście się na to nie zgodził. I nie wyszedł do ringu. Ledwie wyrwał panu Andyemu kilka dolarów za zwrot kosztów przygotowań. Bodaj w lipcu br. pan Andy Sołtysik zadzwonił do mnie i z wyższością w głosie próbował mnie, niczym jakiegoś niekumatego wiejskiego kmiotka, wynająć do organizacji listopadowej gali. Nawet nie byłem przeciw. Zapytał, ile dostałem, za zrobienie takiej gali najwięcej w życiu. Odpowiedziałem, że to nie ma znaczenia i że każda impreza jest inna, a największe moje honorarium to było 5 tysięcy złotych. - To za dużo dla mnie - odrzekł pan Andy i odłożył słuchawkę. A ja przecież nie krzyknąłem mu takiej ceny. Potem w sierpniu wyłączyłem komórkę i pojechałem na wczasy z rodziną. Andy zaś mi się nagrywał, wreszcie zadzwonił... na niecałe dwa tygodnie przed galą. - Późno jest, ale dla Cieślińskiego, Petertila, Bachórza z Fightera Wrocław, którzy mieli walczyć o mistrzostwo świata organizacji ISKA zrobię wiele, więc przyjmuję tę robotę - odpowiedziałem. Miałem dostać od Andy ego tysiąc baksów za medialną oprawę, scenariusz i reżyserię imprezy. Natychmiast zadzwonił do mnie jeden z menedżerów polskiego czołowego zawodnika K1 i ostrzegł mnie: - Bartek, ty jesteś za uczciwy, nie pchaj się w to, ten Sołtysik nie popłacił zawodników w Warszawie, ale ja mu skoczyłem do gardła, to coś wtedy wyrwałem dla swego podopiecznego. Myślę sobie: pewnie facet ma rację, ale skoro Sołtysik uzyskał na swą galę, jak podaje jego strona internetowa, patronat prezydenta Wrocławia i Polskiego Związku Kick-Boxingu, to nic złego nie może się stać. Dodatkowo, mój idol Mariusz Cieśliński przyszedł do mnie i rzekł: - Sołtysik to trudny, ale świetny facet. Będzie dobrze. W Warszawie to zawodnicy zrobili mu świństwo. - Mariusz, takie świństwo, że chcieli swoje ciężko zarobione pieniądze? Zero odpowiedzi. Od kolegów z redakcji Gazety Wrocławskiej dowiedziałem się, że Mariusz im także zachwalał Sołtysika. Widać i jemu zrobił wodę z mózgu. Gala widmo Pomyślałem: trzeba działać. Na szybkiego zorganizowałem 2 listopada w piątek konferencję prasową w modnym wrocławskim klubie muzycznym Lemoniada. Andy telefonicznie to zaakceptował. Ale potem się chyba wystraszył i zadzwonił do mnie, że on nie chce tej konferencji, bo to Zaduszki i przyjdzie ledwie dwóch dziennikarzy. Będzie kompromitacja. A on proponuje wielką konferencję prasowa połączoną z oficjalnym ważeniem zawodników... na dzień przed galą, w piątek o godz. 20. - To będzie w amerykańskim stylu! - chełpił się Andy. - Dobrze, ale wtedy gazety już nie przyjdą, bo będą pozamykane, tj. po "dedlajnie", ani telewizja, to dla kogo będzie ten show? - zapytałem. Ostatecznie zgodził się na konferencję w Lemoniadzie, ale prosił, by dotyczyła bardziej zawodników Fightera. Konferencja okazała się sukcesem. Dziennkarze zjawili się w nadkomplecie. Były telewizje, radia i prasa. I zaraz po "zadusznym" weekendzie gala "Best of the Best III" ruszyła na dobre we wrocławskich mediach. Najpopularniejsze tu radio "ESKA" podawało komunikaty o gali co dwie godziny. Wzięło bowiem nad nią patronat medialny. Pisały gazety, zawodników pokazywała telewizja. Przy okazji zawodnicy zapowiedzieli, że nie wierzą Andyemu i żądają umówionej wypłaty za walki już w piątek na ważeniu. Inaczej nie wyjdą w sobotę do ringu. Nie będą go bowiem potem ścigać po "Niujorku". I okazało się w tym momencie, że Sołtysika ta gala przerosła i wystraszyła, że tak naprawdę, to chyba do końca nie chciał jej na serio zorganizować (brak kasy i klasy?). Bo nagle wyłączył telefon i zlikwidował swego mejla. Nie odbierał telefonów ode mnie, od trenera Skrzypka, od hotelu Sofitel, ani od pana Raka, któremu zlecił m.in. papierkową robotę przy tej imprezie. Nie dostarczył także do Wrocławia plakatów reklamowych! Łudziliśmy się, że może załatwia w siedzibie organizacji ISKA ważne sprawy, ale już mieliśmy złe przeczucia. I nie pomyliliśmy. We wtorek wieczorem (na cztery dni przed galą!) Sołtysik zadzwonił (nie tylko do mnie) i oznajmił, że musi się mnie poradzić, bo trzeba galę przełożyć, gdyż jak się dowiedział, sprzedano dotąd tylko 48 biletów, a i zawodnicy mu się wykruszają. - Wiesz Bartek, o tej porze rok temu w Warszawie, to ja miałem sprzedanych już 1400 biletów - bezczelnie zagaił Andy. - To jakim cudem tam na trybunach zasiadło ledwie 500 widzów, jak słyszałem od naocznych świadków?! - odparłem i zaraz zapytałem: - A czemu dotąd nie dostarczyłeś nam plakatów? - W Stanach nie plakatuje się imprez- odrzekł Andy. - Ale tu nie Stany, a poza tym jeszcze w poprzedni czwartek ściemniałeś, że jesteś w Wiedniu i że tam ci drukują plakaty i żebym ci szybko podał patronów medialnych, by zdążyć z nimi na plakat. I dlaczego ciągle dzwoniłeś do Tomka Skrzypka, by ten załatwił rozlepianie na mieście owych plakatów, które ty lada godzinę mu dostarczysz? A nie dostarczyłeś ich do dziś, zaś Skrzypek rozlepianie załatwił jak najbardziej. Zero odpowiedzi. - Mimo, że jest tak późno Andy, jestem w stanie jeszcze, dzięki życzliwości wrocławskich mediów i fajnym zapowiedzianym walkom, przyciągnąć ze dwa tysiące kibiców do Orbity... - Nie Bartek, przyjdzie sto osób. To będzie kompromitacja - odrzekł Sołtysik.- Przekładamy galę. Chyba tylko ściemniał Po takim dictum postanowiłem wszystko sprawdzić. Okazuje się, że do środy na konto hali Orbita nie wpłynęła zapłata za jej wynajem. Jej menedżer powiedział mi (tel. 71 3563512): - Pan Sołtysik obiecał naszej księgowej, że w ubiegły piątek zapłaci gotówką, ale nie zapłacił. Jeśli do dziś te pieniądze nie wpłyną, to pan Andy, który już nie pierwszy raz przekłada tę galę, już nigdy nie będzie miał wstępu do naszej hali. Nie tylko w tę sobotę. Sołtysik oczywiście mówił mi przez telefon, że właśnie ma w ręku potwierdzenie przelewu. Coś długo ten przelew idzie. Piechotą? Na cztery dni przed galą, jej organizatorzy nie mieli jeszcze podpisanego pozwolenia na przeprowadzenie imprezy masowej, choć życzliwi urzędnicy wrocławscy tylko czekali (i pewnie nadal jeszcze czekają), by przybić odpowiednią pieczęć (tel. 71 777 79 08), jeśli otrzymają komplet wymaganych dokumentów. Odpowiedzialny za to i wynajęty przez Sołtysika pan Rak mówi: - Do skompletowania dokumentacji brakowało mi tylko ubezpieczenia imprezy i załatwienia karetki. Jednak we wtorek wieczorem pan Andy zadzwonił, że gali nie będzie i mnie się na szczęście udało to wszystko wycofać, bym nie ponosił kosztów. Ale jestem podpisany pod umową z Orbitą i jeśli pan Sołtysik nie zapłaci, to ja będę musiał pokryć te 18 tys. złotych ze swojej kieszeni. A jakoś dziwnie nie do końca wierzę w jego słowo honoru... Choć przecież obiecał. Tyle pan Rak. Powodzenia! Zadzwoniłem też do nowoczesnego wrocławskiego hotelu Sofitel, do pana menedżera, na którego tak chętnie powołuje się imć Sołtysik w swym oświadczeniu i ów sympatyczny pan szczerze powiedział mi w środę o godz. 11. (sami sprawdźcie tel. 71 358 83 00): - Owszem, pan Sołtysik dogadał się z nami, że w zamian za nasze logo na plakatach, dostanie od nas w barterze kilka pokojów. Ale niestety, do dziś plakatów na mieście, ani w hotelu nie ma, zaś pan Andy nie pojawił się, by z nami podpisać umowę barterową, więc te pokoje na weekend już sprzedaliśmy. Hotel musi bowiem na siebie zarabiać. Gdyby dziś pan Sołtysik się u nas pojawił, to odesłalibyśmy go już z kwitkiem. - No, a oficjalne ważenie i konferencja prasowa w piątek o godz. 20? - Od razu panu Sołtysikowi powiedzieliśmy, że u nas to jest niemożliwe, bo po prostu nie mamy na to miejsca. Tyle pan menago z hotelu Sofitel. To ciekawe, bo Sołtysik kazał mi zawiadomić dziennikarzy o ważeniu w Sofitelu i obiecał, że na tę ceremonię przywiezie ze sobą... 50-60 dziennikarzy z całego świata. Roześmiałem się i już wiedziałem, że mam do czynienia z trudnym przypadkiem mitomaństwa. Zwłaszcza, gdy opowiedział mi wściekły, iż szef sportu w TVP Robert Korzeniowski obiecał mu relację na żywo z gali w TVP1! W sobotę o godz. 20! A potem się z tego wycofał. Ludzie, czy wy sobie wyobrażacie kick-boxing o godz. 20, w sobotę w TVP1? Przecież oni wtedy nawet Małysza by nie wpuścili na wizję. Zresztą, aby Wam uświadomić ogrom mitomanii Sołtysika przypomnę, że pierwotnie na jego stronie www.bestofthebestiii.pl podano, iż wrocławską galę pokażą telewizje z 11 krajów świata, w tym z Tajlandii. Ten, kto tam wchodził, wie, iż tak właśnie stało. W sobotę konferansjerami mieli być utalentowani Daniel Groszewski z Echa Miasta i Andrzej Gliniak z radia Eska. Gliniak: - Sołtysik poprosił mnie, bym mu pospikerował za niewygórowaną cenę 500 złotych, a on za to uczyni mnie konferansjerem... na koncertach Iron Maiden i Depp Purple, które ponoć organizuje. Szczerze się uśmiałem. I taka jest prawda o tym, kto zerwał sobotnią galę, o co w swoim oświadczeniu oskarża Sołtysik Bartłomieja Cz. (czyli mnie) i Tomasza S. (czyli Skrzypka.), przedstawiając nas jak jakichś mafioso, co to go szantażowali (???) i nie chcieli wpuścić na swój (?) rynek. Zresztą przeanalizujcie sami: Czy gdybym chciał uwalić imprezę Sołtysika, to niemal na siłę, na koszt klubu przyjaznego Lemoniada zorganizowałbym tam w piątek 2 listopada konferencję prasową przed tą galą, zachwalał Sołtysika i obiecywał, iż przyjedzie on w poniedziałek i dostarczy nowych informacji? Czy świeciłbym oczami przed mediami? Czy codziennie rano na własny koszt wysyłałbym do kumpli redaktorów esemesy, by pisali o gali? Mam na to świadków. Czy Tomek Skrzypek, gdyby zechciał zerwać galę, to zachwalałby ją na konferencji prasowej, przyprowadziłby na nią swych zawodników, a wcześniej miesiącami w sali przygotowywałby w pocie czoła swoich podopiecznych do występu w tej imprezie? Wreszcie, czy załatwiłby swoimi kanałami za 500 złotych ekspresowe rozklejenie plakatów na mieście? Tyle tylko, że te plakaty od Andyego nigdy do Wrocławia nie dotarły. A co zrobił pan Sołtysik, który, jak twierdzi był w 100% przygotowany do przeprowadzenia imprezy? Nie spowodował, by pieniądze na czas wpłynęły na konto hali Orbita, nie podpisał umowy z hotelem, w wyniku czego zamówione pokoje przepadły, Nie dostarczył do Wrocławia plakatów reklamujących imprezę, od piątku do wtorku wyłączył telefon i był nieuchwytny dla nikogo. Nie porozumiał się z wszystkimi zawodnikami (okazało się, że do niektórych w ogóle nigdy nie dzwonił, a poniektórym za żmudne przygotowania i ciężką walkę proponował ponoć... 200 dolców, czyli ochłap!). I taka jest prawda. To ja pytam: kto tak naprawdę storpedował galę "Best of the Best III"? Sami oceńcie. Abstrahuję od tego, że miałem zarobić tysiąc dolarów, ale chciałem, by Cieśliński, Petertil (być może w swojej ostatniej walce w karierze) i Bachórz wystąpili przed pełną halą, dlatego podjąłem się tego wyzwania. Co więcej, wobec znakomitego zainteresowania wrocławskich mediów, co w efekcie spowodowało nagłe zainteresowanie kibiców, jestem pewien, że mimo braku plakatów i czasu, w Orbicie i tak zjawiłoby się ze dwa tysiące widzów. Bo Wrocław to miasto sportów walki. Ponadto chcieliśmy za darmo zaprosić na imprezę wspaniałych kibiców piłkarskiego Śląska Wrocław! Byłby na trybunach gorący doping! Wystarczyło tylko, żeby pan Sołtysik się zjawił i uregulował należności. Nawet niemal na ostatni moment, skoro tak późno, nieprofesjonalnie się za wszystko zabrał. Ale nie zjawił się i nie uregulował. Gali więc nie będzie. Teraz pan Sołtysik wypisuje po internecie brednie, że storpedowali ją Bartłomiej Cz. (czyli ja) i Tomasz S. (czyli Skrzypek). Tyle że on sobie pojedzie do swego "Niujorku", a my zostaniemy we Wrocku i będziemy teraz świecić oczami przed zawiedzionymi kibicami, zawodnikami, władzami miasta, na czele z zawsze przyjaznym sportom walki panem prezydentem Rafałem Dutkiewiczem oraz przed kolegami dziennikarzami. I jak tu organizować kolejne imprezy? Nie przeżyłem jeszcze takiego upokorzenia. Tomek Skrzypek (w końcu trener nie tylko Fightera, ale kadry narodowej) też nie. Robiliśmy już obaj razem wiele imprez kick-bokserskich w hali Orbita, w tym dwa razy turnieje K1 (wspólnie z karateką Jackiem Lamotem) i choć przynosiły one straty finansowe, to żadnej z nich nie odwołaliśmy. Obiecaliśmy te imprezy kibicom i zawsze słowa dotrzymywaliśmy. Do czasu aż się pojawił się Amerykanin pan Sołtysik. No cóż, a taki ładny był, amerykański... Ciekawe, czy on wie, że np. Rafał Petertil zrezygnował z wczasów z rodziną i z wyjazdu szkoleniowego do Tajlandii, by zawalczyć na jego sobotniej gali... I że wydał na przygotowania mnóstwo pieniędzy. Na darmo. Bartłomiej Czekański PS Sołtysik zadzwonił do mnie, że zapłaci mi za moje starania. Za milczenie? Nie skorzystałem. "Spieprzaj dziadu!" - jakby powiedział nasz prezydent Lech Kaczyński. Wiecie co, nawet nie chcę się już na tego Andyego wściekać, to po prostu człowiek, który chyba ma jakiś problem ze sobą. Czyżby przydałaby się tu kozetka u psychoanalityka? Na nasz NFZ taniej niż w Hameryce. Polecam to też szefom Polskiego Związku Kick-Boxingu ("ukłony" panie prezesie Palacz!), którzy dobrze znając pana Sołtysika (lepiej ode mnie) wzięli patronat nad jego wydumaną imprezą. W styczniu we Wrocku Andy, jak już zapowiada, robi kolejną galę z walką wieczoru, jak sądzę: porucznik Borewicz kontra Hans Kloss. Przedwalka to oczywiście Mike Tyson - Witalij Kliczo. Nic niżej. "Zapraszamy". (Bart) |
![]() ![]() ![]()
|